Szkoła. Taak, szkoła.. szczerze, nienawidzę tej placówki. Nie przez to, że lekcje, trzeba się uczyć czy trzeba walczyć o oceny.. tylko przez tych ludzi. Od kiedy pamiętam ludzie zawsze w szkole łączyli się w "grupki". Czasem po kilka, czasem po kilkanaście osób. Nie będę wymieniać tych grupek czy ich wygląd, bo raczej każdy wie o co chodzi. Najgorzej jest jeżeli nie należysz nigdzie. Jak ja.
Od czasów podstawówki gadałam praktycznie ze wszystkimi. Z jednej strony to dobrze, bo mam w miarę pozytywne relacje z większością uczniów. Ale to nie zmienia tego że jestem samotna. Cholernie samotna.
Przerwa. Każdy siedzi w swojej "grupce". Gadają, siedzą, śmieją się czy jedzą. Niby podchodze, niby rozmawiam. Ale tylko "niby". Trochę to boli, że nie ma się osób na których zawsze można polegać, które znajdą dla Ciebie czas i które będą się z Tobą trzymać mimo wszystko. Co z tego, że znasz wszystkich, jak nie ma nikogo przy tobie. Szkoda, że nie ma osób, które potrafią mnie zaakceptować.
W sumie nie wiem po co to tu piszę, po tylu latach nie rusza mnie już tak bardzo bycie "inną". Żyję tylko z cichutką nadzieją, że kiedyś zrozumiem siebie, żeby inni mogli zrozumieć mnie. Miłego dnia
W kazdej szkole tak jest. Nkestety....
OdpowiedzUsuńJa zle wspominam gimnazjum i lo. Zreszta mowilem Tobie osobiscie.